19 grudnia 2015

,,Leniodzień..." - dedyk dla Olcigg23

HEY!
  Przepraszam cię Olu, że tak długo czekałaś na dedykowany imagin, ale niestety koniec półrocza się zbliża i święta.. Mam trochę zamieszania.. No ale co tam XD w końcu udało mi się napisać pierwszą część! :D Mam nadzieję, że cię się spodoba ;)
+ Zbliżają się święta, więc z okazji świąt zrobię posta <lub dwa>, o czym tylko chcecie <oczywiście związanego z Abrahamem>. Rzucajcie pomysłami a dwa najciekawsze pomysły postaram się zrealizować ;)
Pozdrawiam
i
miłego czytania ;*
__________________________________________
    Miłości to piękna sprawa, jednak jest przyczyną wielu dobrych jak i złych chwil w życiu. Jak to się mówi: ,,Serce nie sługa”, robi co chce i wcale nie słucha się rozumu. Chodź ten krzyczy: ,,Przestań! Ogarnij się!”, ono dalej robi swoje… Z miłością jest trochę jak z tragedią antyczną, chodź chcesz dobrze i działasz z jak najlepszymi chęciami, to i tak zawsze ktoś będzie cierpiał. Najgorzej jest gdy serce dzieli się na pół.. Kochasz dwie osoby na raz i nie wiesz, którą z nich kochasz bardziej… Wtedy podjęcie odpowiedniej decyzji wymaga poświęcenia…
^^^^^^^^^^^^^^^^
    Wszystko szło dziś źle.. Najpierw pomyliłem wszystkie kroki w układzie, a potem nie potrafiłem zaśpiewać czysto ani jednego dźwięku. Najgorszy dzień świata! Dzień?! Chyba tydzień?!?! To trwa już od jakiegoś czasu… Nie mam pojęcia co się ze mną dzieje.. Jakiś kryzys młodzieńczy czy co?!
   Zdenerwowany chodziłem w kółko po korytarzu.
- Abraham, co się dzieje? – zapytała zaniepokojona Ola.
- Nie wiem!? – wrzasnąłem.
- Ok… - wymamrotała i zaczęła się wycofywać.
    Ola to moja najlepsza przyjaciółka, zawsze mogłem na nią liczyć. Gdy tego potrzebowałem, wysłuchała mnie i pocieszyła. Może teraz też mnie pocieszy i pomoże?
   Złapałem ją za rękę.
- Czekaj, przepraszam.. Po prostu coś nie pozwala mi się skupić..
- Może, za dużo pracujesz. Abraham ty masz 17lat! Rozumiem, że musisz ćwiczyć, ale jeśli nie będziesz odpoczywał to..
- Wszystko pójdzie źle? – dokończyłem.
- Tak.
- Kurczę.. Faktycznie, nie pamiętam kiedy ostatnio robiłem coś poza pracą i szkołą.
- Widzisz.. Musisz wziąć wolne i trochę polenić się.
- Czy ty pilna i odpowiedzialna dziewczyna, karzesz mi się lenić? – zaskoczony, aż zamrugałem.
    Jej propozycja był dziwna... Ona nie uznawała czegoś takiego jak lenistwo. Jest grzeczną i poukładaną siedemnastolatką. Właściwie to czasem się zastanawiam czy nie jest starsza.. Niekiedy poucza mnie jak moja babcia!  Sądzi iż lenistwo to strata czasu i zawsze ćwiczyła więcej od innych dziewczyn z zespołu <Jest kapitanem, zespołu tancerek ,, Rayos”, ich grupa taneczna wygrywa wszystkie konkursy w Hiszpanii> . Często też brała dodatkowe prace na rzecz szkoły.. Więc jej propozycja był wręcz szokująca. Może w końcu zmądrzała..?
- Sama nie wieże, że to powiedziałam.. Ale tak, każe ci się polenić.
    W sumie to niezły pomysł... Od jakiegoś miesiąca mój dzień wygląda tak samo.. Próba, szkoła, próba, nauka.. I tak w kółko..
- Wiesz, twoja propozycja wydaje się kusząca.. Więc może sama z niej skorzystasz? – wyciągnąłem do niej rękę – Idziesz lenić się ze mną.
- Ale..
- Ale tonie też to się na pewno przyda. – przerwałem jej.
    Westchnęła.
- Ok. – chwyciła mnie za rękę i zaczęliśmy nasz ,,Leniodzień”.
   Dla reszty zostawiliśmy karteczkę na drzwiach, z napisem: Poszliśmy się polenić, nie szukajcie nas ;) .
   Najpierw poszliśmy na pizzę.. W restauracji, wszyscy się na nas gapili i to w cle nie dla tego, że oboje jesteśmy sławni, tylko dla tego, że zachowywaliśmy się trochę jak dzieci… Zamiast jeść, zorganizowaliśmy bitwę na salami… Jednak gdy dostaliśmy upomnienie od kelnera trochę się uspokoiliśmy i zjedliśmy pizzę. Potem poszliśmy do parku nad staw i karmiliśmy kaczki, okruszkami chleba, którego kupiliśmy wcześniej. Ola miała niezły ubaw gdy okazało się, że nie umiem puszczać kaczek… Zrobiła mi cały wykład na ten temat. Nadawała chyba przez piętnaście minut! Nie rozumiem jak można tyle gadać?! Wyłączyłem się już po trzeciej minucie, jednak wciąż udawałem, że jej słucham. Potem kazała mi zrobić to co mi tłumaczyła. Podniosłem więc kamień i  nie do końca pewien co robię, rzuciłem kamień i… I udało się! Ale ze mnie farciarz! Ola zaczęła mi bić brawo, a wszystkie kaczki uciekły…
- Ten dzień trzeba zapisać w kominie! – stwierdziłem.
- Czemu?
- Leniłaś się przez… - spojrzałem na zegarek – sześć godzin! – powiedziałem dumnie.
-Co?! Która godzina? – zapytała zdumiona.
- Siedemnasta…
- O kurczę… - złapała się za głowę – Mam być w domu o siedemnastej trzydzieści!
- Oj tam, raz się spóźniasz… - machnąłem ręką – Nic się nie stanie.
- Stanie! – wrzasnęła i chwyciła mnie za rękę – Idziemy!
- Gdzie? – zapytałem, niestety nie dostałem odpowiedzi.
   Ola pociągnęła mnie prosto do jej domu. Zazwyczaj dojście do niej zajmowało nam pół godziny, dziś dotarliśmy tam w piętnaście minut.
- Miszcze! – wrzasnąłem zasapany.
- Taaaak… - wymamrotała łapiąc oddech – To ja już pójdę. – pomachała mi.
   Sam nie wiem, co mi się stało, ale pocałowałem ją w policzek.
- Pa! – powiedziałem i dziewczyna weszła do domu.
   Sam nie wiem, czemu to zrobiłem.. Dziwne… Przecież jesteśmy tylko przyjaciółmi. Poza tym już raz próbowali nas sparować i nie wyszło…

   Zamyślony szedłem przed siebie i niespodziewanie….

12 grudnia 2015

,,Przepraszam.." - imagin dla Venney

        Hejka!

Wybaczcie, że wczoraj nic nie dodałam, ale tak mnie głowa bolała, że nie mogłam nawet patrzeć na laptopa :( Na szczęście dziś było ok :D Więc o to ostatnia już części imaginu dla Venney. :D Mam nadzieje, że wszystkie część ci się podobały ;)
Kolejny imagin będzie dedykowany, Olcigg23.
___________________________________

           *Róża*

    Po tym dziwnie, niepokojącym telefonie udałam się do domu Mateo. Gdy byłam już przed ich domem zadzwoniłam do drzwi. Cisza… Nikt nie odpowiada. Niepewnie uniosłam rękę i zastukałam.. Dalej nic.. Jednak  zauważyłam, że drzwi się lekko uchyliły. Zajrzałam przez niewielką dziurkę do środka. Nikogo nie buło. ,, Niechcący” potknęłam się i sprawiłam, że drzwi uchyliły się ,,trochę bardziej”.  Niepokoiłam się o Abrahama, dlatego weszłam cicho do środka i zamknęłam za sobą drzwi.  Szłam przed siebie rozglądając się dookoła siebie.
- Wywiało ich czy co? – powiedziałam sama do siebie.
   To naprawdę dziwne, gdy byłam tu ostatnio było tu pełno ludzi…
- Po co się wtrącałeś?!
   Gdy usłyszałam krzyk Abrahama, automatycznie na mojej twarzy pojawił się uśmiech. Natychmiast skierowałam się w stronę dobiegającego głosu. Wrzaski Abrahama dochodziły z ogrodu. Jest naprawdę wściekły.. Tylko na kogo? Wyjrzałam do ogrodu. Zobaczyłam Abrahama krzyczącego na.. Oj biedny Tony. Ale mu się obrywa…
- Czemu tak na niego krzyczysz? – zapytałam przerywając Abrahamowi.
   Abraham zamilkł i obaj popatrzyli na mnie pytająco.
- Drzwi był otwarte.. – odpowiedziałam, zanim ktokolwiek mnie o to zapytał.
- Po co przyszłaś? – zapytał beznamiętnie Abraham.
- Myślałam, że coś ci się stało…
- Dla czego?
- Rozmawiałam z Tonym i były zakłócenia… - westchnęłam – Nie ważne, nie potrzebnie tu przychodziłam.

           *Abraham*

- Przecież znasz prawdę.. – szepną Tony – Nie pozwól jej odejść.
     Może i się wtrącał w nie swoje sprawy.. Denerwował mnie przez cały czas, ale… Ale on ma racje jeśli dam jej teraz odejść to stracę ją.
- Czekaj! – powiedziałem chwytając ją za rękę – Dobrze, że przyszłaś. – posłałem jej uśmiech.
   Róża odwzajemniła go. Kiedy odwróciła się centralnie do mnie, zauważyłem niepokojące białe coś na jej nodze.
- Co to? – zapytałem z niepokojem, wskazując na jej nogę.
- Mała pamiątka, po czołowym zderzeniem  z rowerem.
    Jakim rowerem?! Miała wypadek? Kiedy?
- Nic ci nie jest?
- Nie.. To nic takiego.
- Kłamać to ty nie umiesz wiesz?
    Spuściła głowę, więc wziąłem ją pod brodę i zmusiłem by spojrzała mi w oczy.
- To naprawdę nic takiego…
    Odgarnąłem jej włosy z czoła, wtedy dostrzegłem biały plasterek. Nie zastanawiając się długo pocałowałem ją w okaleczone miejsce.
- HALO?! Ja tu jestem! – Wrzasną nagle Tony.
    Róża zachichotała. Zmierzyłem go wzrokiem.
- Jak chcesz odkupić swoje grzechy to się zamknij!
- Dobra.. Już mnie nie ma..
 - No to na czym skończyliśmy? – zapytałem uśmiechając się łobuzersko.
- A wiesz, że nie pamiętam… - uśmiechnęła się.
    Lubię jak się uśmiecha. Jest taki słodki i niewinny.. Chyba najpiękniejszy na  świecie. Tak zdecydowanie jest najładniejszy!
    Żeby się nie męczyła zaprowadziłem ją do altanki. Usiedliśmy.
- Boli cię jeszcze? –zapytałem.

          *Róża*

- Nie. – odpowiedziałam z uśmiechem.
    I w cale nie mówiłam tu o mojej nodze…
- Przepraszam cię… -zaczął biorąc mnie za rękę – Nie powinienem się tak unosić.
- Nie, to ja powinnam cię przeprosić. Mogłam powiedzieć ci prawdę…
- Może zapomnimy o tym co było i skupimy się na tym co tu i teraz? – zaproponował.
- Zgoda.
- A teraz.. Musimy dokończyć to co zaczęliśmy…
- Co? – spojrzałam na niego pytająco.
- To.. – powiedział i pocałował mnie.
    Zaskoczył mnie … Tym razem nie miałam powodu  by go odepchną. Odwzajemniłam jego pocałunek….

8 grudnia 2015

,,Przeklęta noga" - imagin dla Venney

Hej! :D
To maiła być już ostania część... :/ Jednak znów nie wszystko poszło po mojej myśli i jet to przed ostania część ;) Ostatnia część pojawi się najpewniej w piątek ;)
Pozdrawiam
i
miłych snów <3
_____________________________________

          *Róża*

     Otworzyłam oczy, nade mną stała jakaś plama..
- Halo? Dziewczyno? Nic ci nie jest?
  Z czasem plama robiła się coraz wyraźniejsza, aż w końcu zamieniła się w jakąś panią.
- Co? – zapytałam zdezorientowana – A tak, nic mi nie jest.
- Na pewno?
- Tak.. – spróbowałam wstać. – Ałć! – krzyknęłam.
- Może lepiej nie wstawaj! – Kobieta posadziła mnie na ziemi – Powinien zobaczyć cię lekarz.. – stwierdziła.
- Nie trzeba..
- Masz spuchniętą kostkę!
- Co? – spojrzałam na nogę..
    To pewnie dlatego jej nie czuję… Zaraz nie czuje nogi?!
- Wie pani, ta propozycja z lekarzem.. jest dalej aktualna? – zapytałam po chwili.
   Kobieta pomogła mi dotrzeć do szpitala. Była bardzo miła i pomocna. Nie wiem czy robiła to bo naprawdę się martwiła czy tylko próbował zadość uczynić mi.. Jakby nie patrzeć nie stałam na ścieżce rowerowej, więc to jej wina i gdybym chciała mogła bym ją podać na policje… Jednak nie chcę.. Mam dość zmartwień. Abraham… I znowu wróciło wszystko, a na chwile oderwałam się od tej smutnej rzeczywistości…
    Lekarz powiedział, że to tylko niegroźne stłuczenie i wystarczy opaska uciskowa orz maść. Przy okazji opatrzył mój rozcięty łuk brwiowy. To była taka okropnie wielka rana, że gdyby nie lekarz nie wiedziała bym o niej… Zaśmiałam się w duchu… Pan doktor nakleił mi plaster na głowę i wręczył naklejkę dzielnego pacjenta! Z ogromną dumą wyszłam z gabinetu.
- I co jest z nogą? – podbiegła do mnie zaniepokojona kobieta od roweru.
- Będę żyć! – Zaśmiałam się.
- To znaczy? – drążyła.
- Oj lekkie stłuczenie.. Jak ponoszę to.. – wskazałam na opaskę na nodze – przez trzy tygodnie nie będzie nawet śladu.
- Tak długo?
- No żeby trochę usztywnić, a potem  żeby maść się trzymała.
- Aha.. – odetchnęła z ulgą.
- Nom.. To ja już wrócę do domu.
- Może..
- Nie trzeba.. – uprzejmie spławiłam kobietę i udałam się w kierunku domu.
    Idąc, a raczej kuśtykając.. cały czas myślałam o Abrahamie.. Mogłam mu powiedzieć.. Gdybym mu wyznała prawdę na początku, pewnie by zrozumiał…. A tak.. Teraz bardziej bolało mnie złamane serce niż spuchnięta noga…

          *Abraham*

    Wściekły sam nie wiem, czy bardziej na nią, że mnie okłamała, czy na siebie, bo dałem się wkręcić, wróciłem do domu. Trzasnąłem drzwiami i skierowałem się w stronę pokoju. Kiedy byłem już prawie u celu, mój kochany braciszek pojawił się w polu widzenia.
- Ooo jaki masz dziś świetny nastrój.. – stwierdził z ironią.
- Nie mam ochoty na żarty..
- Ty?! O matko jest, aż tak źle? – wytrzeszczył oczy.
   Przyjrzałem mu się… Nie wiem teraz czy żartuje sobie, ze mnie, czy mówi na serio. Jest naprawdę dobrym aktorem… Aż mu się dziwie, że jeszcze nie poszedł na karting, od razu by go przyjęli…
- Tak. – stwierdziłem pochmurnie.
- Co jest?
- Nie chce mi się gać.. – chciałem wejść do pokoju, ale On mi to skutecznie uniemożliwił.
    Chwycił mnie za rękę i pociągną do piekła! A raczej jego pokoju, ale czułem się tam jak w piekle… Zawsze mnie tam zaciągał na swoje ,,przesłuchanie”.. Ah.. Kocham go, ale czasem mam chęć utopić go w łyżce wody.. I dziś jest taki dzień.
- Więc? – zapytała gdy już posadził mnie na krześle.
   Sam stanął przede mną i założył rękę na rękę.
   Siedziałem cicho ,,Nie pęknę, nie pęknę” powtarzałem w duchu.. To moja sprawa i nie zamierzam z Nim o tym gadać, znów będzie mnie pouczał…
  Nie dawał za wygraną. Zaczęła się wojna! Wojna na spojrzenia. W wytrzeszczył te swoje paczadła na mnie. Dzielnie walczyłem.. Jedna, dróg, trzecia minuta, a my dalej nie mrugamy. Czułem jak oczy pomału mi się wypalają, ale nie mogłem polec, nie teraz! Walczyłem, dzielnie… Nie! Oczy mi płoną. Mrugnąłem.. I poniosłem klęskę.. Tony to chyba przykleja sobie te powieki.. Nie możliwe, żeby za każdym razem wygrywał.
- Wygrałem! – krzyknął ciesząc się jak małe dziecko – A teraz gadaj! – rozkazał oślepiając mnie lampką.
- Ta jest panie komisarzu.. – zrobiłem naburmuszoną minę – A zresztą co ja będę gadał… Masz! – rzuciłem w niego tą przeklętą gazetą.
    Myślałem, że no nie wiem zdziwi się, albo chociaż powie te swoje ,,a nie mówiłem”. Ale nie on po prostu się roześmiał?! O co mu chodzi?! Ja tu przeżywam zdradę, teoretycznie, a On się śmieje?!
- I z czego tak rżysz?! – wyrwałem mu gazetę.
- Serio to jest problem? – zapytał z niedowierzaniem.
    Zmarszczyłam brwi.
- Wychodzę. – oświadczyłem.
- Dobra sorry! – zatrzymał mnie – Tylko nie rozumiem, czemu się wściekasz… Przecież myślałem, że ją lubisz, lubisz, poza tym nikt nie traktuje tego pisma na poważnie…
- Tu nie chodzi o zdjęcie?! – warknąłem.
    Spojrzał na mnie pytająco.
- Ona mnie zdradzała!
- Nie byliście razem. – stwierdził.
- I co? Mogła powiedzieć, że ma chłopaka. A tak działała na dwa fronty!
- Jakie fronty, człowieku co ty gadasz.. Przecież ich związek to jedna wielka ściema.
- Co? – teraz to mnie zamurowało.

           *Róża*

    Jakoś nie miałam ochoty wracać do domu… Mszę się najpierw ogarnąć, inaczej będę musiał w domu odpowiedzieć na wiele trudnych pytań. Wyjęłam z torebki telefon, który teraz służył mi jako lusterko. Usiadłam na ławce i zaczęłam przeczesywać palcami włosy. Wyglądałam jak czarownica.. A nawet gorzej. Eh… Gdy byłam w miarę ogarnięta, wyjęłam z torebki nawilżoną chusteczkę i zmyłam rozmazany makijaż. Teraz już wyglądałam przynajmniej jak człowiek. Miałam właśnie schować telefon do torebki, gdy zobaczyłam na wyświetlaczu, że dzwoni Tony. Czego on może chcieć….?
- Halo? – odebrałam niepewnie.
- Cześć. Słuchaj mam do ciebie małą prośbę.
- Słucham.
- Mogła byś przyj… - coś zaczęło przerywać – bo Abraha….. ja… wiem.. On ma…. Spaść… - później coś nas rozłączyło.
    Dziwny telefon, zrozumiałam tylko, że mam przejść.. Ale gdzie? I po co?
- Czy Abraham ma spaść?! – wykrzyczałam fragment rozmowy – Czy on chce sobie coś zrobić?!
    Nie byłam pewna, czy dobrze to usłyszałam, wolałam jednak to sprawdzić. Nie przeżyła bym, gdy Abrahamowi coś się stało. W miarę szybkim tempem zaczęłam kuśtykać w stronę domu Mateo. Przeklęta noga!?

5 grudnia 2015

,,Prawda" - imagin dla Venney

Hej!
  Wybaczcie mi, naprawdę przepraszam :( Byłam tak zawalone robotą, że nie miałam czasu na nic :( Naprawdę mi przykro, że musieliście tyle czekać :( Mam nadzieje, że mi wybaczycie spóźnienie, oraz, że imagin jest krótki... :/ Chyba straciłam dryg do pisania... To przez tą przerwę... :(
Nie zwlekając dłużej o to imagin:
__________________________________

           *Róża*

    Otworzyłam oczy, podrywając się równocześnie do góry. Rozejrzałam się dookoła. Siedziałam teraz na łóżku…  To był tylko sen. Abrahama tu nie było..
    Odetchnęłam  z ulgo i położyłam się z powrotem, chowając głowę w poduszkę.
    Ten sen uświadomił mi jak bardzo zależy mi na Abrahamie.. Nie mogę go stracić. Nie mogę! Czuje, że on jest dla mnie wszystkim… Muszę posłuchać serca a nie rozumu.
    Wstałam z łóżka i ruszyłam w kierunku łazienki. Ogarnęłam się, a następnie wyszłam w poszukiwaniu Abrahama.
    Wróciłam na miejsce, gdzie ostatni raz się widzieliśmy. Oczywiście go już nie było… Nerwowo rozejrzałam się dookoła.
- Róża! – usłyszałam swoje imię i poczułam jak ktoś łapie mnie za rękę.
- Abraham? – powiedziałam z nadzieją.
   Odwróciłam się w stronę rozmówcy. Stanęłam jak wryta gdy ujrzałam Luisa.. O nie! Nie tak miał się dowiedzieć!
- Przepraszam.. – wymamrotałam.
- Czy to prawda? – zapytał pokazując mi pierwszą stronę gazety.
   Wytrzeszczyłam oczy. Na zdjęciu byłam Ja i Abraham! Dodatkowo wyglądało jakbyśmy się całowali.
- Luis, przysięgam ci, że się z nim nie całowałam… To tylko tak wygląda! Nie zdradzałam cię.. – łza spłynęła mi po policzku.
- Spokojne… - powiedział ciepłym głosem i przytulił mnie – Wierzę ci.
   Dziwnie… Nie jest wściekły? Myślałam, że mi zrobi awanturę…  Widocznie nie potrzebnie tak bałam się tej rozmowy.
- Naprawdę? – spytałam dla pewności.
- Tak.. – uśmiechną się pocieszająco i wytarł mi łzę, która właśnie spływała po policzku. – Kochasz go? – zapytał po chwili.
    Spuściłam wzrok. Nie miałam odwagi spojrzeć mu w oczy.
- Nie chciałam tego, ale tak wyszło. – przyznałam – Nie chciałam cię zranić..
- Nie ranisz mnie. – przerwał mi – Ja cię nie kocham..
- Co? – zapytałam zbita z tropu.
- To źle zabrzmiało.. Kocham cię, ale nie w tan sposób.. Jesteś dla mnie bardzo ważna  i mam nadzieje, że On da ci szczęście na jakie zasługujesz.
- Mam nadzieje, że ty też znajdziesz miłość. – powiedziała i przytuliłam się do niego – Dziękuję za wszystko.
- Ja również. – uśmiechnął się – Idź, poszukaj Go.

          *Abraham*

    Idąc przez park, zauważyłam Róże z jakimś chłopakiem , gdy podszedłem bliżej zobaczyłem jak się przytulają.
   Jednak ten brukowiec mówi ł prawdę… Ona ma chłopaka… A może to jej przyjaciel.. W końcu z przyjacielem też się przytula.. Kogo ja oszukuję… Pogrywała sobie ze mną i tyle…
   Kidy zauważyłam, że zobaczyła mnie, szybko się odwróciłam i zacząłem szybkim krokiem odchodzić z tego miejsca.
- Abraham, czekaj! – usłyszałem jej wołania.
   Nie mogę tak uciec, nie jestem tchórzem! Zatrzymałem się.
- Musimy pogadać. – powiedziałem gdy mnie dogoniłam.
- Tak.
- Dobra, zapytam wprost. Masz chłopaka? – spojrzałem jej w oczy.
- Nie..
    Parsknąłem.
- Widziałałem was! Poza tym mam to! – wyją gazetę.
- Serio wierzysz brukowcom?!
  Przewrócił oczami.
- Widziałem też jak się przytulacie?!
- Co? - westchnęłam - Owszem miałam chłopaka, ale już nie mam! – przyznałam.
- Byłaś z nim kiedy… - nie dokończył.

          *Róża*

- Nie.. – zaprzeczyłam – To znaczy, tak… Nie! Nie wiem.. – pokręciłam głową.
- Jak to nie wiesz?! – powiedział przez zęby.
- To skomplikowane! – krzyknęłam patrząc mu w oczy.
  Abraham prychną.
- Sama jesteś skomplikowana! – syknął. – Nie odzywaj się więcej do mnie! – wrzasną i odszedł.
- Abraham! – krzyknęłam za nim, ale się nie odwrócił….
  Straciłam go? Stałam tam jak słup soli, patrząc jak moja miłość znika za zakrętem. Stała bym tam pewnie dłużej.. Lecz usłyszałam dzwonek roweru, a gdy się odwróciłam zobaczyłam pędzący rower.. Wprost na mnie!?
_______________________________________________
Kolejna i ostatnia część jutro lub we wtorek
Pozdrawiam :*

20 listopada 2015

,,Kocham cię!" - imagin dla Venney

Hej!
Przepraszam, że tyle musieliście czekać na imagiena :( Niestety ten tydzień miałam strasznie zawalony nauką :( Naszczypie jest już weekend :D i mogę spokojnie odsapnąć i napisać coś ;)
Mam nadzieje, że się spodoba ;)
PS. Przypominam o trwającym konkursie ;) Konkurs
Pozdrawiam i miłego czytania ;*
_____________________________________________

          *Róża*

    Wbiegłam do domu, trzaskając drzwiami i pobiegłam na górę. Psa zaprowadziłam do jego pokoju a sama zamknęłam się w pokoju.
- Czemu…. – wyszeptałam, rzucając się na łóżko – Czemu to nie może być takie proste..
    Dlaczego zawsze zdarzy się coś nieoczekiwanego.. Nagły zwrot akcji, który rujnuje wszystko, co do tej pory było ładnie poukładane. Ok, może nie byłam mega szczęśliwa, ale Luis zawsze był  i opiekował się mną… Kiedy go potrzebowałam, zawsze mnie wspierał.. Mimo wszystko nie potrafiłam go pokochać. Dlaczego? Zjawił się taki Abraham i.. I od razu coś do niego czuje.. Czemu to życie jest takie skomplikowane? Czemu nie ma jakiejś instrukcji posługi, która podpowiadał by co i jak robić? Życie było by wtedy dużo prostsze….
     Moje myśli zakłócił brzęk telefonu. Spojrzałam na wyświetlać. Dzwoni Luis. Odruchowo, odrzuciłam połączenie. Kiedy zablokowałam telefon ujrzałam swoje odbicie i łzy spływające po policzkach.
    Płakałam.. Może to dobrze? Człowiek potrzebuje czasem się wypłakać.. Zamknęłam oczy, przytuliłam się do poduszki i płakałam… Bo co innego mi pozostało?

          *Abraham*

    Stałem jak ten słup soli, nie mogłem się ruszyć. Patrzyłem jak Róża biegnie, przed siebie…. Postawiłem wszystko na jedną kartę.. i przegrałem. Sądziłem, że Ona coś do mnie czuje.. Najwyraźniej pomyliłem się. Nie wszystko idzie tak jak sobie zaplanujemy.
    Poczułem wibracje w kieszeni i wtedy się poruszyłem. Wyjąłem komórkę i odebrałem.
- Halo?
- Abraham! – krzyknął ktoś do słuchawki – Gdzie ty? Znów zapomniałeś o próbie?
- Co jakiej próbie…
    Osoba dzwoniąca westchnęła.
- Halo?! Tu Iga? Jest tam kto?!
   Otrzeźwiałem.
- Iga? Próba? O rany już lecę! – pożegnałem się i pobiegłem prosto do Sali prób.
    Zwykle potrafię na próbie zapomnieć o wszystkim i zając się tylko, i wyłącznie muzyką. Tym razem jest inaczej.. Nie potrafię się skupić, ciągle mylę kroki i najgorsze… fałszuje! A to ostatnie nigdy w życiu, jeszcze mi się nie przydarzyło. Jeszcze żadna dziewczyna nie zawróciła mi tak w głowie..
- Co się dziej? – zapytała zaniepokojona Iga.
- Nic..
   Uniosła jedną brew.
- Nie urodziłam się wczoraj Abraham.. Mów co się dzieje. – poleciła.
    Westchnąłem.
- Bo..
- Ja wiem co się dzieje! – przerwał mi Ben. – O nią chodzi! – rzucił mi gazetę.
    Pierwszy raz ją widzę. Zerknąłem na okładkę.. O nie!
- Nowa dziewczyna… Czyżby nasz młody piosenkarz, spotykał się już z zajętą dziewczyną? A może o niczym nie wie? Czyżby szykował się skandal?  - Iga, przeczytała tekst z pierwszej strony.
    Na okładce widać było zdjęcie, na którym całuje się z Różą! Nie, czy ci dziennikarze, nie dadzą mi spokoju?! Co ich to obchodzi! Róża, jeszcze pomyśli, że to moja wina!
- To prawda? – zapytał Ben.
- Nie! – zaprzeczyłem – Nie całowaliśmy się, to tylko tak wygląda! – wyjaśniłem.
- Przecież widać, że stoicie blisko siebie i..
- Nie! – przerwałem Idze – Wycofała się w ostatniej chwili… - powiedziałem smutnym głosem.
- Ach czyli nie zdradza swojego chłopaka? – zapytał Ben.
- Ona nie… - olśniło mnie – Muszę już iść! – krzyknąłem i wybiegłem z próby.
    Jej słowa! ,, Nie mogę”..  Czyżby naprawdę miała chłopaka? W takim razie, po co była ta szopka? A może źle zinterpretowałem jej zachowanie…?

          *Róża*

    Usłyszałem otwierające się drzwi , dlatego otworzyłem jedne oko. Kątem oka dostrzegłam..
- Abraham! – krzyknęłam zrywając się na równe nogi – Co.. Jak tu trafiłeś? – zapytałam zdziwiona jego obecnością.
    Chłopak zaśmiał się.
- Przyprowadziła mnie tu, moja miłość do ciebie. – wyjaśnił z łobuzerskim i jakże uroczy uśmiechem.
- Abraham.. – zaczęłam, ale mi przerwał.
- Wiem. Czemu nie powiedziałaś, że masz chłopaka? – jego uśmiech odpłynął w dal…
- Nie sądziłam, że się w tobie tak bardzo zakocham. – przyznałam się w końcu – Uwierz mi, że chcę być z tobą. – chwyciłam go za rękę.
 - Czy aby na pewno? – zapytał robiąc krok do tyłu.
- Tak! Jestem tego pewna. – zbliżyłam się do niego.
   Spojrzał mi w oczy.
- A co z Luisem?
- Skąd znasz jego imię? – zapytałam zdziwiona.
   Nie odpowiedział na moje pytanie.
- To się nie uda.. – powiedział po krótkiej chwili i wyszedł.
- Abraham, kocham cię! – krzyknęłam z całej siły.